Wieczorem weszłam na wage i to co zobaczyłam było woowwww 98.9 kilogramów !!!
Nie mogłam uwierzyć więc weszłam jeszcze raz..,. i co?? i 102 kilo :O To więcej niż przy ostatnim warzeniu :( Jestem wściekła i nie wchodzę na wage minimum do 11 maja , a nawet do 12 żeby sobie nie popsuć urodzin....
Gdyby nie incydent z wagą to dzień był naprawdę bardzo bardzo dobry :)
Spałam do połdnia wieć pierwszy posiłek jaki zjadłam to obiad :) Bez kombinacji zjadłam to co przygotowała mama. Pieczony kurczak z ziemniaczkami i sałatką warzywną :) ziemniaki zostawiłam więc zjadłam troche mieska i warzyw :)
Po obiedzie działeczka :) Tatuś miał dla mnie prezent , płytę winylową Boba Marleya z 1975 roku!!! Coś cudownego , dawno z niczego sie tak nie cieszyłam . Później skręcaliśmy nową huśtawke, było rodzinnie i miło. Cały dzien na świeżym powietrzu z najbliższymi czyli synkiem, i rodzicami.
Po powrocie zjadłam jeszcze kawałek kurczaka na podwieczorek i jabłko na kolacje -pochrupałam jeszcze jako przekąskę moje nowe odkrycie (zdjecie poniżej) co najfajniejsze przekąska jest zdrowa ma dużo białka , mało tłuszczu i w opakowaniu 40g około 100kal.
i nie jestem nawet odrobine głodna :) Na wieczór standardowo rytuały ujędrniające.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz